|
|
Prasa: "Makbet" - recenzja |
Czy uda się zatrzymać koło zła?
"Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro."
(J.W.Goethe Faust)
Reżyserce spektaklu udała się rzecz niezwykle trudna, aby na
scenie połączyć tak dwie skrajnie odmienne kreacje ludzkie: doskonałość
z niedoskonałością i kiczem.
Widzimy tu profesjonalizm Eweliny Niewiadomskiej (Lady Makbet)
i Sylwestra Różyckiego (Makbet), których aktorstwo jest błyskotliwe
i ciekawe, ale także odnajdujemy oryginalność spektaklu
w integracji aktorów zawodowych z niepełnosprawnymi aktorami
(uczestnicy WTZ Ostoja i Caritas).
Jest to trzeci po "Kuglarzach Pana Boga" i "Dziadach cz. II" spektakl
integracyjny.
Na skalę Wrocławia i Polski jest to niezwykłe i nietypowe wydarzenia.
Nowa sztuka wyreżyserowana przez Renatę Jasińską wypływa z jej potrzeby
analizowania i poetyckiego przetwarzania literatury najwyższych
lotów, podejmowania tematów uniwersalnych, penetrowania najgłębszych
zakamarków ludzkiego serca. Są one zapełnione najciemniejszymi uczuciami:
żądzą władzy, posiadania, strachem, pychą, nienawiścią, w końcu samotnością
i rozpaczą. Nawet miłość, choć wielka, wydaje się wynaturzona.
Sztuka "Makbet" jest również współczesnym studium władzy, władzy która
wyniszcza człowieka także w obecnym świecie. Na przykładzie nie tak
dawnej historii wymienić można takie postacie jak choćby Lenin, Hitler czy
Stalin jak również obecnych dyktatorów, którzy pod płaszczykiem demokracji
nie różnią się tak naprawdę niczym od głównego bohatera - Makbeta.
Nie daje to jednak odpowiedzi na odwieczne pytania: Dlaczego istnieje
człowiecze zło? Skąd się wzięło? Czy przybyło wraz z Czarownicami, gdy
rzeczywistość ponaddoczesna wdarła się w świat Makbeta, czy kiełkowało
w nim już od jakiegoś czasu, podlewane krwią wojenną i zdobywanymi zaszczytami?
A może to nie Makbet jest zły, tylko kobieta, którą pokochał? Wreszcie
- może dobrze czynią, chcąc zniszczyć sztuczny świat, który opiera się na
starych, spróchniałych wartościach...
Reżyserka, kładąc nacisk na uniwersalność tekstu i zawierając ją również
w scenografii, kostiumach oraz muzyce, snuje opowieść o człowieku,
który wierzy, że "siłą stworzy sobie los według własnej woli" (S. Mrożek),
podczas gdy każde jego kolejne działanie powoduje, że zaciska sobie na
szyi pętlę. To także opowieść o parze kochanków, która kilkaset lat później
mogłaby się wcielić w bohaterów filmu "Urodzeni mordercy" Olivera Stone'a.
To również hołd złożony siłom nadprzyrodzonym, którym człowiek
oprzeć się nie może.
źródło: Gazeta "Zdrowie"
|
|
|